Witajcie blogowicze!
Po długim czasie, ale nareszcie jestem! :)
Niestety sprawy związane ze zmianą pobytu wykreśliły mnie z tutejszego życia :( Musiałam pożegnać hiszpańskie kąty i mieć odrobinkę czasu na przywitanie tych polskich :)
Tęsknię trochę za pogodą i kolorami, które napawały me oczy w kraju flamenco i paelli, jednak moje szczęście z powrotu jest tak ogromne, że powoli o nich zapominam.
Przypomniałam sobie, że miałam Wam opowiedzieć o Nocy Świętojańskiej, jak obchodzą ją na plażach Śródziemnomorza.
Niestety nie obchodzą go tak pięknie jak my :/ Powinniśmy być zatem dumni i szczęśliwi z naszych słowiańskich tradycji.
Gorąco-krwiści Hiszpanie montują jedynie swoje hulanki na ulicach, tańcząc oraz pijąc z przyjaciółmi, rozpalają na plaży własne, małe ogniska oraz wystrzeliwują petardy, których huk roznosi się po całych miasteczkach (od samego rana, aż po kolejny tydzień czułam się jak w przeddzień nocy sylwestrowej w Polsce, gdyż dzieci biegały po ulicach rzucając małe zimne ognie i robiły tym dużo hałasu i strachu bliskim przechodniom)
Zamieszczam zdjęcia, które udało mi się pstryknąć moim nieprzystosowanym do nocnych ujęć aparatem:
Na tym zdjęciu palimy małe karteczki, na których zapisałyśmy swoje cechy, złe myśli i emocje, które chciałybyśmy wyrzucić z siebie, taka ich tradycja. Dzięki temu wszystko co złe wypala się w nas :)
Tak oto bawili się Hiszpanie na ulicach (ta ulica to promenada przy plaży. Zajęli dosłownie całą, ciężko było przejść)
Nie mam wielu zdjęć, ze względu na brak dobrej funkcji nocnej w aparacie, ale te zdjęcie pomimo, że nie wyszło dobrze, bardzo mi się spodobało. To lecąca w niebo petarda :)
wygląda jak kolorowa palma. Zdjęcie zrobiłam stojąc na plaży, zatem po prawej jest morze Śródziemne.
Ostatnie zdjęcie zrobiła moja koleżanka, gdyż spodobało jej się to serce, które zostało wykonane z puszek od piwa przez pewnego młodego uczestnika zabawy:
I oto niestety nadszedł koniec mojej świętojańskiej opowieści. Bardzo żałuję, że jest taka krótka, jednak z braku organizacji, znalazłam się na zabawie w dyskotece salsa. Było bardzo sympatycznie i wesoło, jednak mało świątecznie, nie było wianków, ani zapalonych ognisk czy przynajmniej świec :/
W całej tej historii pocieszające jest, że za rok spędzę Noc Świętojańską w moim kraju puszczając najpierw wianek na jeziorze, a później lampion do nieba :) O ile oczywiście będzie to jeszcze potrzebne :P
z tymi pozytywnymi myślami zostawię Was w to ciepłe, słoneczne popołudnie obiecując jeszcze na koniec, że jutro się odezwę i zaprezentuję torebkę sowę, która wczoraj trafiła do rąk pewnej młodej i pięknej jubilatki :)))
pozdrawiam
K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz